Na krańcach wolności. Walki o Lwów i Płock w 1920 roku

Historia [Zatrzymać bolszewicką nawałę]

To miał być pokaz siły Robotniczo-Włościańskiej Czerwonej Armii maszerującej na zachód z misją wzniecenia światowej rewolucji komunistycznej. Masy piechoty z tysiącami kulomiotów, wspierane przez samochody i pociągi pancerne, miały związać walką i niszczyć polskie dywizje, ocalałych zepchnąć pod Warszawę. Słusznie przewidywali bolszewiccy stratedzy, że w obronie stolicy Polacy wytężą wszystkie siły, ściągając posiłki zewsząd. A wtedy, na północy i południu, miały ruszyć czerwone konne korpusy, przekroczyć Wisłę i jak potężne szczęki zacisnąć się na zachód od Warszawy, zamykając w śmiertelnej pułapce siły polskie. Nie przewidziano jednak, że przeciwko zaprawionym w bojach, żądnym mordów, gwałtów i grabieży czerwonym jeźdźcom, staną chłopcy i kobiety... Brytyjski premier Lloyd George popierał bolszewików, jako warunki pokoju żądających likwidacji polskiego przemysłu zbrojeniowego, redukcji armii do 50 tys. i eksterytorialnych linii tranzytowych do Niemiec; premier
     
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze