Euroruletka

Gracze popadli w nałóg

Gdy chodzi o swoistą euroruletkę, którą obserwujemy od wielu miesięcy, reguły tej gry są niepojęte. Dawno przestały stwarzać nawet pozory, że poddają się jakiejś logice, ten bowiem, na kogo pada, i tak w końcu traci wszystko. Wygra ponoć ten, kto bez grosza ostatni odejdzie od stołu. Za krupiera robi szef Europejskiego Banku Centralnego (EBC) we Frankfurcie nad Menem. Włoch Mario Draghi hojnie rozdaje żetony. Obstawiają unijni notable: kanclerz Niemiec, prezydent Francji, premierzy Włoch, Hiszpanii i kilku innych pomniejszych graczy. Nie widać w nich entuzjazmu, raczej zmęczenie, bo gra trwa długo. Gracze sprawiają wrażenie, jakby cierpieli na permanentny ból głowy. Zapomnieli o realnym świecie gospodarki, a abstrakcyjnie wysokie stawki nie robią już najmniejszego wrażenia. Dopadł ich nałóg, na który nie ma ratunku. Jedynie w przebłyskach świadomości przeczuwają nadchodzący koniec.

W naszej opinii rozwój sytuacji w eurostrefie prowadzi do nieuniknionej katastrofy i dorabianie naprędce ideologii, która miałaby ją chronić przed rozpadem, nie przystoi w zderzeniu z faktami.

Ucieczka kapitału z Hiszpanii

74 mld euro – o tyle zmniejszyły się depozyty firm i gospodarstw domowych w hiszpańskim systemie bankowym w lipcu tego roku. Tak szybkiej ucieczki kapitału w powojennej historii świat jeszcze nie doświadczył. Gdyby takie tempo wypływu gotówki miało się utrzymać przez najbliższe miesiące, nawet Europejski Bank Centralny nie będzie w stanie zapewnić wystarczającego poziomu płynności. Na koniec lipca suma depozytów pozostających w bankach w Hiszpanii przekraczała ciągle 1 bln 500 mld euro. A już teraz w tym systemie finansowym brakuje zastawu pod nowe pożyczki z EBC, by nadążyć z wypłacaniem pieniędzy. Nie ma środków nie tylko na kredyty dla firm, ale nawet na wykup nowych transz państwowego długu. Jak zatem Hiszpania zroluje i będzie spłacać długi, jeśli w szybkim...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: