O smutkach wrogów, palcu Mariana Kasprzyka i koniu Jarosława Kaczyńskiego

Felieton [Widziane z Brukseli]

Dobrze, żeśmy wygrali. Gdybyśmy bowiem nie wygrali, to mówiąc słowami twórcy antycznej tragedii, Ajschylosa, „nasze smutki są radościami naszych wrogów”. A tak jest na odwrót. Tylko czy oni wiedzą, kto zacz?  Ale skoro tamtym wpisuję do sztambucha słowa Greka sprzed ponad 2,5 tys. lat, to nam dedykuję inną maksymę tegoż Ajschylosa: „Ważniejsze jest nie zwycięstwo, lecz właściwie wykorzystane zwycięstwo”. Nic dodać, nic ująć. Dosłownie wczoraj (piszę te słowa 16 lipca) minęła 610. rocznica wielkiego zwycięstwa polskiego oręża pod Tannenbergiem, czyli Grunwaldem. I to jest właśnie przykład zwycięstwa niewykorzystanego. Obyśmy dzisiaj, w IV RP, skonsumowali te siedem pod rząd wiktorii obozu patriotycznego inaczej, niż jak w I Rzeczpospolitej nie wykorzystaliśmy zwycięstwa obozu patriotycznego pod Grunwaldem.  Inna rzecz, że są tacy historycy, którzy twierdzą, że nie sposób było wówczas pójść za ciosem, jakby to pewnie ujął Marian Kasprzyk, nasz mistrz olimpijski w boksie
     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze