Kandydat polskich kompleksów. Zamiast „gigantomanii” zbudujmy swojskiego Lidla za rogiem

fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska
fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

KRAJ [Patriotyzm, gospodarka, elity postkolonialne]

Gdy Rafał Trzaskowski mówi o „gigantomanii” oraz „największym lotnisku na świecie” i o tym, że „naprawdę potrzebujemy inwestycji za rogiem”, które „zrealizuje samorząd”, opisuje trafnie III RP. Kraj bez żadnej znanej w świecie marki ani branży, w której byłby liderem. Taki, w którym mamy być zachwyceni z roli taniego podwykonawcy światowych koncernów. A jeśli miliony młodych pracują na zmywaku w krajach, których „gigantyczne” ambicje – w przeciwieństwie do trzeciorzędnej Polski – nie są „manią”, lecz przysługującym im sprawiedliwie statusem, to wspaniale! Na miejscu nie potrzeba nam przerośniętych, nacjonalistycznych dążeń, które przyniosły nam w historii same nieszczęścia. To najpierw będzie o gospodarce, czyli o… historii. To zestawienie, które leming uzna za absurdalne. Przecież gospodarka to nowoczesność, a historia to nudziarstwo. Żeby jeszcze historia jakiegoś ważnego kraju, ale Polski, to już zupełnie nie wiadomo po co. Same dramaty, coś, od czego rozsądek
     
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze