Polityka? Bardziej brutalna niż boks, ale Andrzej Duda sobie poradzi

Przypatrywałem się prezydentowi Andrzejowi Dudzie podczas spotkania z wyborcami. Widać, że to co robi, wynika z misji. Jest prawdziwym wojownikiem, czuje audytorium oraz jest wiarygodny i utożsamia się z naszymi chrześcijańskimi korzeniami – mówi WOJCIECH BARTNIK, polski bokser i trener bokserski, brązowy medalista Igrzysk w Barcelonie (1992 rok) i polityk samorządowy. Z Wojciechem Bartnikiem rozmawiają Jacek Liziniewicz i Wojciech Mucha

Przejrzeliśmy Pana konto na Twitterze. Jakiś czas temu udostępnił Pan grafikę z Janem Olszewskim, Kornelem Morawieckim i Lechem Kaczyńskim z podpisem, że „Musimy dokończyć ich dzieło”. Boi się Pan, że te wybory mogą to dzieło zatrzymać?
Ja z natury jestem optymistą. Gdyby tak nie było, to w sporcie nie osiągnąłbym tyle, ile osiągnąłem. Dlatego wierzę w reelekcję Andrzeja Dudy, że społeczeństwo przedłuży misję prezydenta o kolejne pięć lat. Jeżeli tak się stanie, to jestem spokojny o przyszłość.

Skąd u sportowca zawodowego, medalisty, boksera, zainteresowanie polityką i patriotyczno-niepodległościowe przekonania?
Kiedyś, gdy byłem czynnym sportowcem, bardziej koncentrowałem się na boksie i to on był dla mnie na pierwszym miejscu. Polityka i to, co się dzieje w kraju, do końca lat 90. w ogóle mnie nie zajmowały. Najważniejsze było przygotowanie. To się zmieniło jednak już kilkanaście lat temu. Od tego czasu czytam, szukam informacji i poznaję historię. Zresztą wśród bokserów było również wielu polskich patriotów. Takich jak Tadeusz „Teddy” Pietrzykowski, jeden z pierwszych więźniów w Auschwitz, który w obozie walczył na pięści o bochenek chleba. To wielki człowiek i trzeba o nim mówić ludziom, o jego heroizmie i historii. Ludzie wokół niego umierali, a on bił się z esesmanami i wygrywał bochenki chleba, które przekazywał innym. Tak więc wśród sportowców jest wielu ludzi, którzy mają Polskę w sercu. Trzeba o tym mówić. Jeśli chodzi o odkrywanie...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: