Co zyskuje Rosja na bliskowschodnich niepokojach

Rosja w dłuższej perspektywie czasowej liczy na kontynuację współpracy w wydobyciu ropy naftowej, jaką rozpoczęła m.in. w Libii wspólnie z włoskim koncernem ENI. Jedyny poważny kłopot, przed którym staną rosyjskie firmy produkujące uzbrojenie, to odejście polityków, którzy podpisywali z nimi miliardowe kontrakty na dostawy broni. I tu jednak pozostaje cień szansy na podtrzymanie podpisanych zobowiązań do zakupu uzbrojenia, co najwyżej w innych ilościach.

Kolejnym możliwym obszarem rosyjskich korzyści z sytuacji na Bliskim Wschodzie jest dyplomacja. Rosja od dłuższego czasu próbuje podejmować rolę mediatora w lokalnych i międzypaństwowych konfliktach w regionie arabskim. Odbudowuje w ten sposób pozycję międzynarodową, jaką tradycyjnie miał w tych krajach Związek Radziecki. Nie posiadając niektórych ograniczeń, z jakimi musi liczyć się Zachód, pozwala sobie np. na utrzymywanie kontaktów politycznych z Hamasem czy Hezbollahem. Dzięki przychylności części świata arabskiego może prowadzić dość aktywną dyplomację w tym rejonie i zaznaczać w nim swoją gospodarczą obecność. Tym samym zwiększa atrakcyjność dla państw prowadzących w tym rejonie globalną rozgrywkę – głównie dla USA. Ukoronowaniem tego statusu jest oczywiście obecność Rosji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, ale aktywna polityka tego kraju sięga w świecie islamskim jak widać znacznie głębiej.

Dość wspomnieć, że na obecnym etapie konfliktu w Libii rosyjska delegacja w Radzie Bezpieczeństwa zgodziła się na zbadanie sprawy strzelania do pokojowych demonstracji przez Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwość, którego Rosja po prostu nie uznaje.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: