Świat po świecie

Mnogość zainteresowań Roberta Harrisa zdumiewa, a łatwość, z jaką porusza się w dowolnej epoce – czy to antyk („Pompeje”, trylogia o Ciceronie), fin de siecle („Oficer i szpieg”), II wojna światowa („Enigma”, „Monachium”), współczesność („Autor widmo”, „Konklawe”) czy historia alternatywna („Vaterland”) – godna jest najwyższego podziwu. Tym razem autor prowadzi nas w świat późnego średniowiecza i od pierwszej sceny, gdy młody ksiądz konno udaje się do miasteczka, w którym w podejrzanych okolicznościach zginał jego poprzednik, uderza podobieństwo z „Imieniem Róży”. 

Podobieństwo okaże się tym większe, gdy poznamy prawdę o świecie, w którym rozgrywa się akcja. Świat „Drugiego snu” bowiem to faktyczna powtórka z historii, rozgrywana 800 lat po tym, jak w roku 2025 zawaliła się nasza cywilizacja. Za sprawą pandemii, ataku informatycznego i wojny globalny świat rozpada się w kawałki. Nie ma energii, zrywa się łączność, zapasy żywności starczają na kilka dni. Spanikowana ludność milionowych metropolii daremnie próbuje opuścić pułapkę wielkich miast. Przeżywają resztki, organizując się wokół kościołów, wieki jednak muszą minąć, aby cywilizacja mogła się odrodzić, przy czym Kościół dba, aby wiedza o XXI wieku pozostała zatajona. Walka grupki desperatów o prawdę wypełnia większość powieści, będącej – zdaniem wielu recenzentów – jednym wielkim oskarżeniem Kościoła jako wielkiego hamulcowego. Moim zdaniem niekoniecznie. Jeśli cywilizacja techniczna doprowadziła ludzkość do zagłady, może lepiej nie powtarzać powtórnie drogi, którą od czasów Oświecenia już raz przebyto. Może jednak zasady moralne i powszednia egzystencja w zgodzie z naturą więcej dają od gadżetów „cywilizacji śmierci”? Wydaje mi się, że Harris napisał mądrzejszą książkę, niż może się wydawać.

Robert Harris
„Drugi sen”
Albatros, Warszawa 2020
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: