O przyrodzie mówmy poważnie

Wiem, że leśnicy usłyszeli już ten postulat ze strony aktywistów: dajcie nam 20 proc. lasów, a my damy wam spokój – mówi sekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska. Z Małgorzatą Golińską rozmawia Jacek Liziniewicz

Zacznijmy od sytuacji w Biebrzańskim Parku Narodowym. Spłonęło tam prawie 6 tys. ha. Co dzisiaj po kilku tygodniach możemy powiedzieć o stratach przyrodniczych?
Nie ma na razie prostej odpowiedzi. Skalę strat będziemy znali dopiero w przyszłym roku. Zniszczeniu uległy siedliska chronionych gatunków, w tym siedliska wodniczki – najrzadszego gatunku ptaków z rodziny wróblowatych – czy też miejsca występowania cietrzewia. Na razie trudno powiedzieć, czy znajdą sobie one nową przestrzeń do zasiedlenia. Przyroda ma jednak swoją siłę i odradza się. Dzisiaj, kiedy Instytut Badawczy Leśnictwa rozpoczął badania i obserwuje to, co się dzieje, pozytywną informacją jest fakt, że w wielu miejscach widać powrót życia po pożarze. Rośliny kłączowe przetrwały i teraz się ponownie zazieleniają. Odradzają się turzycowiska. Dzisiaj wydaje się, że najtrudniej jest w otulinie parku w spalonych drzewostanach, na przykład olsach. Drzewa zaczynają się przewracać i łamać. Cały czas IBL monitoruje sytuację i dzięki temu będziemy wiedzieli, jak sobie radzi przyroda. Za parę miesięcy przedstawimy wyniki.

Wrócę jeszcze do akcji gaśniczej. Jakie wnioski można z niej wyciągnąć? Czy popełniono jakieś błędy?
Pożar rozpoczął się w niedzielę wieczorem. Pracownicy parku natychmiast poinformowali odpowiednie służby i na mocy porozumień również Lasy Państwowe. Ponieważ jest to teren podmokły i trudno dostępny, strażacy nie mogli dojechać do wielu miejsc, więc jedyną możliwością było użycie samolotów. W trakcie tych sześciu dni były momenty, gdy wydawało się, że pożar jest już ugaszony, po czym przychodził sygnał, że ogień znowu się rozprzestrzenia. Pierwsza taka wiadomość pojawiła się w poniedziałek. Od...
[pozostało do przeczytania 86% tekstu]
Dostęp do artykułów: