Ghostwriterzy z Czerskiej i Wiertniczej

„Niektórzy raperzy, mówią, mają serca pełne złości. Jak, skoro teksty mają pisane przez obcych?” – te słowa Ice Cube’a, legendy amerykańskiego hip-hopu, przypomniały mi się wraz z rozwojem nad Wisłą internetowej akcji „Hot16challenge2”. 

Ten tekst miał być zupełnie inny. Na początku chciałem opowiadać, czym jest hip-hop, o co chodzi w akcji zwanej „hot16challenge2”. To wszystko opisał już za mnie Piotr Lisiewicz, który w zamieszczonym na portalu niezależna.pl tekście „Czas na gangsta rap Michnika i Kiszczakowej z fristaljem Bolka” wytłumaczył, o co chodzi. Zatem napiszę Państwu o osobistej przykrości, jaka spotkała mnie przy okazji „challenge’u”. Jest ona niestety częścią szerszego zjawiska. 

Wiecznie żywy Maybach Rydzyka
Jak wielu mi podobnych chłopaków z osiedli, lata temu wspólnie z przyjaciółmi próbowaliśmy swoich sił w hip-hopie. To był początek XXI wieku, a nasze produkcje miały różny poziom. Moje nie najwyższy. To był jednak miły czas, bo to środowisko imprezowe i niewylewające za kołnierz. Przede wszystkim obycie z kulturą ulicy pozwoliło nabrać przekonania, że nieważne, skąd jesteś – jeśli masz coś do powiedzenia, wykrzycz to. I każdy krzyczał po swojemu. Dziś? Krzyczą głośno, jednak wszyscy to samo.
To dlatego wsłuchując się w to, jak rozwijała się podbijająca polski internet akcja „Hot16Challenge2”, polegająca na zarapowaniu 16 linijek własnego tekstu (i jednoczesnej wpłaty pieniędzy) jako pomocy dla polskiej służby zdrowia, robiłem się coraz bardziej wściekły. Nie dlatego, że okazało się, iż ostrze krytyki raperów było skierowane w stronę rządzących, których uważam za najlepszą z możliwych ekip. Często zarzuty były trafne, ludzie zwracali uwagę na brak spójnej komunikacji rządu w czasie pandemii koronawirusa. Mówili o problemach finansowych, pochylali się nad lekarzami i pielęgniarkami. Pojawiła się wciąż budząca sprzeciw, bulwersująca sprawa wykorzystywania przez sądy i prokuraturę...
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: