Władza i pogarda. Liberalizm III RP

Mainstreamowy liberalizm w Polsce nie ma charakteru wolnościowego. Ani nawet demokratycznego. Jest doktryną władzy staro-nowych elit, które w okolicach Okrągłego Stołu zdobyły dla siebie III Rzeczpospolitą. Jest ideologią legitymizującą budowę państwa, w którym nieliczna nowobogacka oligarchia sprawowała rząd dusz nad społeczeństwem na wiecznym dorobku.
 
Historycznie liberalizm nigdy nie miał w Polsce zbyt silnej pozycji. Był raczej ideologią naśladownictwa mieszczańskiego Zachodu. Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że historycznie nie wyszedł daleko poza dziedzictwo braci Wincentego i Bonawentury Niemojowskich. Urodzeni w przedostatniej dekadzie XVIII wieku, starali się w czasach Królestwa Polskiego i powstania listopadowego krzewić liberalną doktrynę w arcytrudnych warunkach. Bez większego powodzenia. W dziejach polskich ostatnich stuleci – co dobrze widzimy już na początkach niepodległości – największe znaczenie miały różne nurty ruchu ludowego, nie tylko niepodległościowego socjalizmu i młodej endecji. I oczywiście rodzimy romantyzm, długo stanowiący szerszą doktrynę metapolityczną, do której odnieść musieli się wszyscy walczący o wolność i dobrostan Polski.
 
Kuroń i Kiszczak
Dopiero w III RP myśl liberalna objawiła się ze znaczną siłą jako panaceum na bolączki realnego socjalizmu i „demony ludowego nacjonalizmu”. Weszła na polityczną scenę w przeróżnych nurtach i odcieniach, czasem się zwalczających. Choć, jak się zdaje, dla znacznej części z nich pozytywnym punktem odniesienia stał się balcerowiczowski model transformacji. Dla konserwatywnych liberałów i dla liberałów mniej lub bardziej lewicujących, prounijnych, i dla kompradorskich elit – Leszek Balcerowicz jest z reguły symbolem koniecznych przemian. Nie tylko ich rzekomej ekonomicznej racjonalności i bezalternatywności, ale także społecznej bezwzględności, koniecznej przemocy państwa w dziele budowy „wolnego rynku” nad Wisłą.
...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: