Groza, Stany i gangsterzy

Klisze zaczerpnięte z amerykańskiego kina gangsterskiego, nieco nazbyt kiczowaty horror, coraz popularniejsze wątki z historii alternatywnej, meksykańskie wierzenia i latynoamerykańska muzyka, niemiecki nazizm przenikający do USA – oto w dużym skrócie „Dom grozy: Miasto Aniołów”, spin-off serialu „Penny Dreadful”.

Właściwie to nie mogło się obyć bez odrobiny kiczu. „Penny Dreadful” to przecież oryginalnie „strachy za grosza”. Popularne jeszcze w XIX wieku w Anglii niezbyt wysokich lotów opowiadania grozy wydawane w formie kosztujących pensa broszur. Niestety, w Polsce nazbyt często tłumaczy się zbyt dowolnie oryginalnie tytuły. I stąd kłopot – bo w „Mieście Aniołów” żadnego domu grozy nie uświadczymy. Jest za to Los Angeles końca lat 30. XX wieku. Jest też całkiem niezła kryminalna i szpiegowska intryga, dobrze wymyślone wątki. I w sumie niezgorsza próba połączenia w jedno bardzo różnych formuł: od mocno politycznych i społecznych wątków po meksykańskie ludowe wierzenia, których zła sława sięga daleko poza Amerykę Południową. Dodajmy do tego zamieszaną w brudne intrygi protestancką sektę, która wabi do siebie tłumy z pomocą pięknej „ewangelizatorki”.

Bardziej wymagający widz szybko spostrzeże, że całość jest mocno komiksowa. A jednak serial zrobiony jest porządnie, ogląda się go dobrze. Najbardziej wydumane, horrorowe wątki uwiarygadnia naprawdę solidna formuła czarnego kryminału, wzbogaconego o mocno polityczne i historyczne odniesienia.

„Dom grozy: Miasto Aniołów”
reż. John Logan
USA, 2020
Ocena 4/6
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: