Głębokie kłamstwa i płytkie manipulacje

Palące się na czerwono nagłówki z informacjami nieistotnej treści, wyssane z palca „newsy” i próba kneblowania krytyki na swój temat. Portal Onet.pl w ostatnich tygodniach po raz kolejny udowodnił, że nie jest jedynie serwisem informacyjnym, lecz siłą polityczną, która do swojego sztandarowego hasła „wybieramy prawdę” podchodzi w sposób dość ambiwalentny.

Ten tekst to dość skomplikowana sprawa. Nie dlatego, że temat jest szczególnie trudny. Jaki jest koń, każdy widzi – sposób, w jaki funkcjonują w Polsce media koncernu Ringier Axel Springer Polska (RASP), a w szczególności portal Onet.pl, jest oczywisty dla każdego, kto potrafi czytać ze zrozumieniem. Problemem jest, że niemiecko-szwajcarski moloch medialny jest na krytykę szczególnie wyczulony. A sposób, w jaki reaguje, nieraz wykraczał poza zagadnienia znane z medioznawstwa, takie jak polemika, wyjaśnienie czy sprostowanie.

Sądem w opinie
Boleśnie przekonali się o tym dziennikarze Witold Gadowski i Samuel Pereira. Pierwszy został pozwany przez RASP, gdy na łamach portalu wpolityce.pl napisał, że w należących dziś do koncernu mediach pracowali żołnierze Wehrmachtu. „Dziś, kiedy słyszę, że m.in. w ZDF, »Fakcie«, Axel Springer zasiadali wehrmachtowcy, SS-mani – to rozumiem skąd ta agresja na Polskę” – stwierdził publicysta. Przedstawiciele RASP uznali to za naruszenie dóbr osobistych i poszli do sądu. Po stronie Gadowskiego stanęło m.in. Centrum Monitoringu Wolności Prasy, stwierdzając, że „uznaje pozwanie red. Witolda Gadowskiego […] za skandaliczne naruszenie zasady wolności słowa i oświadcza, iż broni i będzie bronić praw do swobody wypowiedzi”. Jeszcze bardziej jaskrawy jest przykład szefa portalu TVP info, Samuela Pereiry. Od tego dziennikarza RASP żądał 100 tys. zł za... wpisy na portalach społecznościowych. Chodzi na przykład o sytuację, w której Pereira zacytował dziennikarkę „Newsweeka” Renatę Grochal, opatrując to komentarzem: „Świat wg...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: