Szwecja w walce z islamskim radykalizmem

Jeśli fani mocnych wrażeń uważali, że „Narcos” lub „Suburra” to maksimum, na którą stać platformę Netflix, to mogli być mile zaskoczeni. „Kalifat” nie dorównuje jeszcze popularnością opowieściom o perypetiach Pablo Escobara albo El Chapo, ale jest pierwszą poważną próbą ujęcia islamskiego terroryzmu w europejskiej kinematografii.

Wielu może zastanawiać, że serial nakręcili Szwedzi, znani z tolerancyjnego podejścia do tematyki multi-kulti. Jednak „Kalifat” nikogo nie zawiedzie – nie znajdziemy w nim poprawności politycznej. To poważne ostrzeżenie przed ekspansją islamskich terrorystów. Największy plus produkcji? Nie gra aktorska, bowiem obsada jest kompletnie anonimowa nawet dla fanów świata seriali. Zachwyca sposób, w jaki „Kalifat” ilustruje pracę agentów muzułmańskich w Europie i środki komunikacji z wykorzystaniem technologii internetu. Bardzo ciekawym zabiegiem jest opisanie losów trzech różnych kobiet: matki, która przekazuje informacje służbom SAPO wprost z Rakki, nastolatki wkraczającej na drogę radykalizmu oraz policjantki. To akurat najdziwniejsza postać – z jednej strony świetnie skonstruowana, wokół której toczy się główna oś historii „Kalifatu”. Z drugiej – nie budzi sympatii widza, a swoje źródło traktuje szczególnie na początku pierwszej serii w sposób oschły i mało profesjonalny. Mały minusik należy postawić też przy scenie zamachu z drona w Rakce – bomba spada na lokal, w którym przebywają bojownicy ISIS, niemal prosto na jednego z nich – Husama. Największym problemem terrorysty po zamachu staje się jednak nie oderwana kończyna, lecz odłamki szkła w całym ciele.

„Kalifat”
Twórca: Wilhelm Behrman, producent: Netflix 2020
OCENA 5/6
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: