Gotowi, by nieść pomoc. WOT i służba Ojczyźnie

Jeżeli ktoś miał wątpliwości co do sensu istnienia Wojsk Obrony Terytorialnej, w ostatnich tygodniach musiał zrewidować swoje poglądy. Żołnierze jako pierwsi ruszyli na pomoc lokalnej społeczności w walce z epidemią koronawirusa, wsparli służby w ochronie polskich granic, a także zaangażowali się w oddawanie krwi i działania antykryzysowe. W pełni udowodnili, że dewiza WOT: „Zawsze gotowi, zawsze blisko” to zobowiązanie, a nie tylko puste słowa.
 
Wojska Obrony Terytorialnej, jako odrębny, piąty rodzaj Sił Zbrojnych RP, od początku swojego istnienia (2017 rok) musiały się mierzyć z falą niesłusznej krytyki i pomówień. Polskim władzom zarzucano, że utworzyli „papierową armię”, złożoną z ludzi nieprzystosowanych do wojskowych realiów i bez żadnej wiedzy. Pojawiały się sugestie, że WOT to „zabawka” i „skarbonka” ówczesnego szefa MON Antoniego Macierewicza. Część polityków opozycji, najbardziej szkalująca żołnierzy, deklarowała wprost, że po przejęciu władzy zlikwiduje WOT. Równocześnie, mimo oszczerstw, wojskowi na każdym kroku potwierdzali swoje zaangażowanie na rzecz Ojczyzny i dobra obywateli. Byli wszędzie tam, gdzie istniała taka potrzeba. Pomagali społeczności przy powodziach, pożarach i innych klęskach żywiołowych. Równocześnie zdobywali niezbędną wiedzę i umiejętności. Udowodnili, że noszenie polskiego munduru zobowiązuje do poświęcenia. Ostatnie tygodnie i walka z epidemią koronawirusa w Polsce potwierdziły ten fakt.
 
„Odporna wiosna”
Już 6 marca, dwa dni od wykrycia pierwszego w Polsce przypadku zarażenia koronawirusem, Wojska Obrony Terytorialnej rozpoczęły działania związane z walką z epidemią. Sześć dni później formacja zmieniła model funkcjonowania ze szkoleniowego na przeciwkryzysowy. Po kolejnych sześciu dniach, 18 marca, WOT rozpoczęły pierwszą po 1989 roku tak szeroko zakrojoną operację przeciwkryzysową pod kryptonimem „Odporna wiosna”. Celem trwającej cały czas operacji jest łagodzenie...
[pozostało do przeczytania 59% tekstu]
Dostęp do artykułów: