Dystopia, kopanki, strzelanki 

Pierwszy sezon „Westworld” był dystopijnym thrillerem opowiadającym o starych i nowych strachach oraz o tęsknotach ludzkości. Trzeci stał się aż nadto strzelanko-kopanką w scenerii przyszłego świata ludzi i androidów.

„Westworld”, opowieść o świecie, w którym ludzie mogą spełniać swoje najmroczniejsze marzenia, korzystając z hiper-realistycznych parków rozrywki i fabuł, gdzie występują pewne swojego człowieczeństwa i realności androidy, był serialowym objawieniem 2016 roku. Atrakcyjność zapewniała mu nie tylko wielopiętrowa fabuła, ale też fakt, że widzowie niejako wespół z bohaterami poznawali prawdę tego uniwersum. Zaintrygowani towarzyszyliśmy postaciom w odkrywaniu ludzko-nieludzkiej rzeczywistości. Mitologia „Westworld” pełnymi garściami czerpała nie tylko z wyzwań epoki cyfryzacji i robotyzacji, ale i ze starych gnostyckich mitów, opartych na wierze, że to, co postrzegamy wokół, nie jest prawdziwym światem, ale domeną zarządzaną przez podłych archontów.

Trzeci sezon serialu to już właściwie bardziej inteligentna strzelanko-kopanka. Ambitniejsza niż choćby serial „Altared Carbon”, ale bardziej nużąca od pierwszej części „Westworld”. Rzecz nie jest jednak zła – tym razem dostajemy gorzką lekcję świata, w którym to ludzie okazują się nie mniej zniewoleni i nieświadomi prawdy niż androidy. I to właśnie androidy, przybysze z Westworld, ukazują ludziom prawdę o ich własnym zniewoleniu. Ku niezadowoleniu architekta tego systemu i jego namiestników.

„Westworld”, reż. Jonathan Nolan, sezon trzeci, USA 2020, HBO
ocena 4/6
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: