Co dalej?

Samochody stanęły na parkingach i w garażach. Zapomnieliśmy już, co to takiego godziny szczytu. Bezproblemowo możemy o każdej porze przejechać nawet przez do niedawna najbardziej zakorkowane rejony. Drogi szybkiego ruchu w obrębie miast znowu są rzeczywiście drogami szybkiego ruchu. Ropa staniała tak, że dostawcy gotowi są płacić za to, żeby ktoś od nich ją wziął. Tak, wziął, a nie kupił. 

Minusowa cena za baryłkę to fakt. A jeszcze dwa miesiące temu gdybym to napisał, każdy kazałby mi popukać się w czoło. A jednak. Taka sytuacja ma miejsce po raz pierwszy w historii. Żyjemy niewątpliwie w ciekawych czasach. To, co jeszcze niedawno wydawało się oczywiste, dziś już takie nie jest. Chyba nikt nie wie, co będzie dalej z rynkiem motoryzacyjnym. Jest co prawda teoria, że po powrocie do normalności straci na znaczeniu transport publiczny, a ludzie będą chcieli przesiąść się do małych, lecz własnych samochodów. Tę teorię wyznaje Renault, które przygotowuje małego elektrycznego crossovera pod marką Dacii (Spring).Tę teorię wyznaje też zdaje się Toyota, która zaprezentowała właśnie małego, miejskiego SUV-a o nazwie Yaris Cross. Zarówno Francuzi, jak i Japończycy zapowiadają jednak, że auta wejdą do sprzedaży dopiero w przyszłym roku. W domyśle – jak to wszystko, co teraz ma miejsce na świecie, się skończy. Teraz na całym globie dealerzy samochodowi mają problemy z przetrwaniem. Niektórzy importerzy w Polsce reklamują wirtualne salony sprzedaży. Lansują sprzedaż samochodów z dostawą prosto pod dom. Lecz po co nam samochód pod domem? Żeby tam stał i rdzewiał? Obawiam się, że teraz niewiele osób myśli o kupnie nowego auta. Raczej odwrotnie. Jest wielu, którzy próbują pozbyć się leasingu. W internecie pełno jest ofert przejęcia dzierżawy samochodu. Ludzie stracili źródła dochodu albo boją się, że w nowej rzeczywistości po kwarantannie nie będzie ich stać na spłatę rat. Dlatego zapobiegawczo starają się zdjąć z siebie ciężar. Są nawet tacy, którzy...
[pozostało do przeczytania 37% tekstu]
Dostęp do artykułów: