Krajobraz po pandemii

Co prawda końca pandemii jeszcze nie widać, ale rządzący już powinni myśleć nad przygotowaniem realnego planu wyjścia w kryzysu. Obawiam się, że rozmowy o gospodarce i finansach nie są w stanie załatwić tego problemu. 

Największym problemem będzie ukojenie i uspokojenie emocji, które na razie fermentują w domowych odosobnieniach, ale po wyjściu ludzi na ulicę staną się podatne na populizm i hasła doprowadzenia do szybkich zmian.
Oczywiście nie jestem na tyle zapieklony w politycznym sporze, aby nie dostrzegać, że ludzie z rozmaitych – najczęściej pozaracjonalnych – powodów przyjmują jakieś postawy i głoszą pewne poglądy. Stąd też nie oceniam postaw większości obywateli popierających działania przeciwne rządowi jako przemyślanych i prowadzących do konkretnych celów. 
Skupię się jedynie na ideologach i ideologiach, które dziś dążą do wywrócenia polskiego porządku. Teraz działania te przybiorą na sile, bowiem ogólny poziom niepokoju – spowodowany epidemią SARS-CoV-2 – znacznie wzrósł i obywatele podatni są na nowe pomysły, chętnie nastawiają też ucha na wszelkie spiskowe wyjaśnienia rzeczywistości. Nadchodzi zatem czas płomiennych populistów i wykwalifikowanych agentów. Na początek nieco psychologii.

Deprywacja podnosi poziom agresji lub apatii
Przymusowo zostaliśmy umieszczeni w swoich mieszkaniach, znacznie zawęził się krąg naszych kontaktów towarzyskich, mamy dużo wolnego czasu, straciliśmy konkretne zajęcia, które zapełniały nasze dni, wielu już straciło pracę, a wizja przyszłości jawi się coraz bardziej mgliście. Powstał stan, w którym jesteśmy bardziej podatni na sensacyjne doniesienia i teorie mówiące o globalnym spisku. Przymusowa deprywacja społeczna sprzyja także pogorszeniu nastrojów oraz skłonności do przejawiania bardziej gwałtownych emocji. To stan, z którym rząd musi się poważnie liczyć. Po prostu po zakończeniu okresu przymusowej kwarantanny domowej część ludzi stanie się...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: