Bar wzięty

Jest coś niezwykłego, że konfederacja barska, ów bunt ciemnogrodu przeciw światłej elicie z carycą Katarzyną i jej nominatem Stanisławem Augustem, stał się fundamentem działań Polaków na trzy następne stulecia i w efekcie pozwolił im przetrwać. Równie niezwykłe jest to, że jest to osąd historyka konfederacji, Władysława Konopczyńskiego, człowieka bliskiego endecji, ergo racjonalnego i niechętnego romantycznemu spojrzeniu na historię.

Dwa tomy wydanej w 1935 roku „Konfederacji barskiej” to, jak sam twierdził, zaledwie jedna czwarta materiałów czterech lat walk, nadziei i klęsk. Historia to niezwykła, pisana językiem wybornym, gęstym, obrazowym, stanowi doskonałą syntezę czteroletniej batalii – poczynając od kontekstu międzynarodowego – w której sprawa Polska została po raz pierwszy zdradzona przez sojuszników: Francję, Szwecję, Saksonię, w najmniejszym stopniu Turcję, po rozdzierające spory wewnętrzne – spór patriotów z postępowcami i nieszczęsnym królem, który w obliczu rozbiorów próbuje zgody i ocalenia programu reform, choćby za cenę ustępstw terytorialnych. Symboli pozostanie na kilka stuleci – rozpaczliwa obrona Częstochowy, okopy świętej Trójcy i wizjoner ksiądz Marek, odbicie Wawelu i jego utrata. Danina krwi i tłumy pierwszych polskich zesłańców na Sybir. Konfederacja zdefiniowała raz na zawsze Rosję jako głównego wroga Polaków (choć i „inni szatani byli tam czynni”), stała się paliwem dla wieszczów, przykładem dla kolejnych pokoleń w walce o tożsamość, suwerenność, „duszę polską”. Symbolem może być sylwetka przywódcy, Kazimierza Pułaskiego, który nie mogąc wywalczyć wolności Polakom, przybliżył ją Amerykanom, zanim padł pod Savannah pięć lat po upadku Jasnej Góry. 

Władysław Konopczyński
„Konfederacja barska”
ZYSK i Ska, Poznań 2020
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: