Zyziu na koniu Hyziu

Świetny tekst popełnił w „Gazecie Polskiej Codziennie” Jerzy Lubach – o humorze w czasach zarazy. Przypomniał słowa Adolfa Dymszy, który przeżył w Polsce całe mnóstwo historycznych nieszczęść, a mimo to mawiał: „Bo ja, panie, mam charakter niemartwiący. Bym się, panie, nawet tydzień martwił, gdyby to coś dało, ale to nic nie da!”. A gdy już naprawdę powinien się zmartwić przeciwnościami losu, z dziecięcą ufnością powierzał swoje troski „matuchnie”, jak poufale zwał Matkę Boską. Mnie po tej lekturze przypomniała się obrazoburcza pieśń lwowskich batiarów: „A grabarz mi grób muruji, niech mnie w dupę pocałuji”. Tak, to było we Lwowie, gdzie wrażliwość na historię była szczególna – w Zaduszki Cmentarz Łyczakowski płonął łuną zniczy niczym drugie miasto. Polski humor nigdy nie gryzł się z powagą, odwrotnie, bronił jej jak wierny pies. Wiadomo, „nie z takich terminów” i „choćby na smokach wojska latające”… Prowadząc rozmowy z licznymi bohaterami Solidarności w  „Wywiadzie z
     
16%
pozostało do przeczytania: 84%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze