Tylko w czasie wojny państwo nie jest w stanie zadbać o swoich poległych

Pamięta Pan przygotowania do wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu? To, jak doszło do rozdzielenia wizyty prezydenta i premiera?

Nie brałem bezpośrednio udziału w przygotowaniach do wylotu do Katynia, natomiast byłem świadkiem niektórych wydarzeń. Rozmawialiśmy z szefem, ministrem Stasiakiem, prawie codziennie i wiem, że był dość zirytowany tą sytuacją. Władkowi bardzo zależało na tym, żeby to była jedna wspólna wizyta. Powtórzę to, co on mówił często, że państwo polskie jest jedno, administracja jest jedna, i zwłaszcza w tej sprawie powinna działać razem.

A nie działała. Jak się zachowywała strona rządowa?

W trakcie przygotowań do oficjalnych obchodów, w których zwykle uczestniczyli prezydenci, wpłynęło zaproszenie od strony rosyjskiej dla premiera Donalda Tuska. Trudno odmawiać prawa Rosjanom do takiego postępowania, pytanie tylko, czy polska strona zareagowała właściwie? Wywiązała się publiczna dyskusja. Nie po raz pierwszy zresztą podważano sens wyjazdu zagranicznego prezydenta. I to już było coś, co nie powinno się wydarzyć. Nawet gdy istnieje spór między dwoma ośrodkami władzy i nawet gdyby był on bardzo ostry, to nie powinien wykraczać poza mury kancelarii, dwóch kancelarii.

Rząd był w sporze politycznym z prezydentem.

Mam poczucie, że prezydent był traktowany w sposób niewłaściwy. Nie mogę wykluczyć, że przyczyna, dla której te wizyty rozdzielono, nie leżała w sprawach polityki państwa polskiego, lecz raczej dotykała kwestii polityki wewnętrznej. Jeżeli tak było, to jest to dla mnie konstatacja bolesna. Bo niestety sprowadzałaby się ona do tego, że kwestie polityki wewnętrznej przeważyły w stosunku do osoby prezydenta, głowy państwa, w relacjach z innym państwem.

Być może rozdzielenie tych dwóch wizyt na spotkanie premierów Tuska i Putina, a potem na oficjalne uroczystości z Lechem Kaczyńskim na czele, byłoby nawet dobrym...
[pozostało do przeczytania 87% tekstu]
Dostęp do artykułów: