Uderzyła nas straszna mgła. Szczątki były wszędzie

Dodano: 12/04/2011 - Nr 15 z 13 kwietnia 2011

W pewnym momencie odebraliśmy telefon od Marcina Wierzchowskiego, który był na lotnisku. Mówił, że coś jest nie tak, że była jakaś awaria. Pamiętam swoją pierwszą myśl, że samolot nie zmieścił się w pasie, nie wyhamował, zjechał z niego – tak sobie tę „awarię” wyobraziłem.Co się działo dalej? Później zaczęły docierać sprzeczne informacje… Wtedy już przeszliśmy z cmentarza do budynku przy samym wejściu, tak żeby być we własnym gronie, móc się szybko porozumieć, a jednocześnie nie wzbudzać emocji. Znów zadzwonił nasz kolega czekający na lotnisku i, płacząc, mówił jakieś nie do końca dla nas zrozumiałe zdania. On w tym czasie już był na miejscu katastrofy, pojechał tam z ambasadorem Bahrem i widział to wszystko. Nie byliśmy w stanie go zrozumieć ani wyobrazić sobie tego, o czym mówił, staraliśmy się więc go uspokajać. Minister Sasin szybko podjął decyzję, że powinniśmy jechać na lotnisko. Utworzono kolumnę, która składała się z eskortującego nas samochodu rosyjskiej
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze