Hejt ich powszedni

Liberalna opozycja uczyniła z nienawiści coś więcej niż narzędzie walki między partyjnymi konkurentami. To zdecydowanie bardziej nowa forma ideologicznej identyfikacji, o korzeniach znacznie starszych niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
 
W potocznym tego słowa znaczeniu korupcja kojarzy się z łapówkarstwem, psuciem relacji choćby między obywatelami a instytucjami publicznymi – albo pod naciskiem jednej ze stron lub za sprawą cichej zmowy jednych i drugich. Myśliciele polityczni zwracają jednak uwagę, że termin korupcja ma o wiele głębsze znaczenie – oznacza psucie państwa i niszczenie społeczeństwa pod wpływem mnóstwa czynników sprowadzających się nie tylko do kwestii finansowego przekupstwa. I z całą pewnością można dziś powiedzieć, że programowa już nienawiść liberalnych elit do rządzącego od 2015 roku Prawa i Sprawiedliwości ma wszelkie znamiona tego typu systemowego psucia życia publicznego w Polsce.  
 
Wznosząca fala hejtu
Rytm bieżącej gry politycznej, kalendarz wyborczy mają zdecydowany wpływ na słabnięcie i nasilanie syndromów głębokiej nienawiści i jawnie żywionych już uprzedzeń, którymi liberalna opozycja posługuje się w życiu publicznym. Ostatnie lata przynoszą falę wznoszącą – kolejne wybory pokazują nie tylko realny rozkład politycznych i ideowych sił w Polsce po trzech dekadach przemian, ale też uświadamiają głęboką bezradność intelektualną i psychospołeczną frustrację choćby artystycznych elit, żyjących w symbiozie z politycznymi liberałami i lewicą. Hejt stał się dla tych środowisk naturalnym sposobem ekspresji – wypowiedzenia głębokiej niechęci wobec społeczeństwa, które wybiera nie tak, jak trzeba.  
Przykłady widzimy wciąż nowe: brutalizacja liberalnej opowieści czy, jak niektórzy powiadają, narracji opiera się na coraz to nowych obelgach, drwinach i insynuacjach. Choćby ataki na mecenas Jolantę Turczynowicz-Kieryłło, która broniła się przed fizyczną napaścią ze...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: