Opozycyjny wyścig żółwi

Felieton [Pan Jacek dla Ciebie]

Mówi się, że gdy ucieka się przed lwem, to nie chodzi o to, by być szybszym od lwa, bo na to nie ma szans, ale by nie być tym ostatnim z uciekających. Trochę z podobną sytuacją mamy do czynienia w obozie opozycyjnym przed I turą. Mianowice kandydaci skupiają się nie na tym, żeby dogonić prezydenta Andrzeja Dudę, lecz na tym, by nie przegonić Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Ni w ząb nie rozumiem tego marazmu.  Już dzisiaj Władysław Kosiniak-Kamysz i Szymon Hołownia powinni od rana do wieczora powtarzać, że kandydatka PO po prostu nie nadaje się na prezydenta Polski. Tymczasem wszyscy sprawiają wrażenie jakby pogodzonych z losem i na wszelki wypadek nie atakują siebie nawzajem, bo przecież po wyborach trzeba będzie razem i w porozumieniu uderzać w PiS. Idiotyczna taktyka, która nie sprawdza się od pięciu lat. Nic nie przekonuje mnie do tego, że opozycji chodzi właśnie o tę zgodę na bezczynność i mierność. Wszystko na minimum. Nie wychylamy się i czekamy, może PiS-owi coś
     
58%
pozostało do przeczytania: 42%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze