Kakofonia na Wiejskiej

Od 2015 roku polski parlament coraz bardziej przypomina połączenie targowiska z małpiarnią niż miejsce, w którym debatuje się nad ważnymi dla kraju sprawami. – To wygląda na planowe działanie, mające wprowadzić chaos – mówi „Gazecie Polskiej” poseł PiS Maciej Wąsik. Najlepszego zdania o sejmowych standardach nie mają także parlamentarzyści innych ugrupowań. 

Lektura sejmowych stenogramów to nic przyjemnego. Są one skonstruowane w taki sposób, że oprócz wystąpień posłów i przemów marszałka pracownicy kancelarii starają się oddać w tych relacjach atmosferę na sali. Służy temu odnotowywanie wtrętów z wypowiedziami zidentyfikowanych posłów, ale także niezidentyfikowane „głosy z sali”. Są tam zapisane wszelkiego rodzaju didaskalia tworzące atmosferę, w jakiej pracują parlamentarzyści. I tak sprawozdanie stenograficzne z 13 lutego, kiedy doszło do feralnego zdarzenia z palcem posłanki Lichockiej, pełne jest fragmentów pokazujących, że emocje sięgały tam zenitu (choć określenie „sięgały dna” zdaje się być bardziej trafne) na długo przed tym, nim doszło do incydentu z udziałem posłanki PiS. 

Hańba i wesołość
Już jedno z pierwszych wystąpień posła Platformy Obywatelskiej Jarosława Urbaniaka, który krytykował rządową propozycję podatku od wysoko słodzonych artykułów, było okraszane okrzykami „hańba!” oraz „łupią Polaków”. Na wezwanie marszałek Elżbiety Witek do zachowania spokoju natychmiast z miejsca poderwał się znany sejmowy awanturnik Sławomir Nitras, którego pogardliwa odpowiedź: „My też panią wczoraj prosiliśmy” wywołała u jego kolegów reakcję odnotowaną w stenogramach jako „wesołość na sali, oklaski”. Ta „wesołość i oklaski” zdają się być nieodłącznymi elementami sejmowych posiedzeń. Co ciekawe, gdy rozmawiamy z parlamentarzystami na co dzień pracującymi przy ul. Wiejskiej, wszyscy są zgodni, że nie tak to wszystko powinno wyglądać. – Emocje pojawiają się w życiu publicznym i dotyczy to parlamentarzystów z...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: