Gdy koniec wieńczy dzieło

Patriota z Ponidzia

Janusz Zakrzeński pochodził z tradycyjnej, ziemiańskiej rodziny. Urodził się 8 marca 1936 r. w rodzinnym majątku Podedworze na Kielecczyźnie. Mawiał, że z domu wyniósł przeświadczenie o trzech najważniejszych powinnościach Polaka i obywatela. Wierze w Boga, oddaniu rodzinie i służbie dla Ojczyzny. Ksiądz prałat Józef Maj, proboszcz warszawskiej parafii św. Katarzyny na Służewie i jeden z legendarnych kapłanów pierwszej Solidarności, zna doskonale region, w którym artysta dorastał. – Miałem tam wielu krewnych. O Januszu moja ciocia mówiła „Niuniuś” i znakomicie go pamiętała. Na Ponidziu, gdzie się urodził, panuje specyficzny typ polskiego patriotyzmu. Spokojny, bez demonstracji i nie na pokaz. Za to bardzo głęboko zakorzeniony w ludzkich duszach i sercach – mówi duchowny.

Z majątkiem Zakrzeńskich komuniści obeszli się po II wojnie we właściwy sobie sposób. Ziemię upaństwowiono, dwór został zniszczony i rozkradziony. Ojciec przyszłego aktora, dawny szwoleżer pułku z Rokitnian, poszedł do ubeckiego więzienia. Rodzina przeniosła się na tzw. Ziemie Odzyskane, do Wrocławia. Matka śpiewała w tamtejszej operze. Janusz skończył liceum, potem rozpoczął studia medyczne, które jednak szybko przerwał. – To trochę jak Piłsudski, który przez rok kształcił się na lekarza – dopowiada Jan Kasprzyk.

Zakrzeński ostatecznie został aktorem, kończąc studia w Krakowie. Wśród jego nauczycieli był niewiele starszy Krzysztof Penderecki, który prowadził zajęcia z „umuzykalnienia”. To pewnie jeden z powodów, dlaczego Zakrzeński tak znakomicie śpiewał. Kolejne lata mijały na cierpliwym szlifowaniu aktorskiego kunsztu. Następne – w krakowskim Teatrze Słowackiego (oglądał go tam ówczesny ks. Karol Wojtyła), a później na scenach warszawskich: Teatrze Polskim, Nowym i Narodowym. – Był bardzo wszechstronnym aktorem. Praca z nim zawsze sprawiała satysfakcję. Wydawała się czymś na kształt romantycznej przygody. Nawet gdy odbywała...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: