Usprawiedliwić każde świństwo

Można być kandydatem na prezydenta, który najpierw mówi o walce z nienawiścią, a potem obściskuje się z bandą, która wyzywała prezydenta Dudę od ch*jów? Można. Można być plastikowym, pozbawionym charyzmy politykiem bez żadnego programu poza kilkoma sloganami o Europie z dodatkiem bredni o panującej aktualnie dyktaturze? Można. Można walić gafę za gafą i prawić najgorsze banały? Można. Wszystko można. Jeśli tylko walczy się z „populizmem”.

Populizm w dzisiejszych czasach jest niczym dziecięcy potwór z szafy czy spod łóżka. Niby dziecko go widzi, ale ten właściwie nic mu nie robi. Nie zjada naszego malucha, nie wchodzi z nim w żadne interakcje. Staje się za to sposobem, dzięki któremu dziecko może wytłumaczyć wszystko. Bałagan, nocne moczenie się w łóżku, spanie u rodziców czy niespanie w ogóle. I co istotne, nic nie jest w ten sposób jego winą.

Niebezpieczne dzieci
Podobnie z tym populizmem. W teorii miał już dawno nadejść, zniszczyć wszystko. Zakończyć powszechny spokój i dobrobyt (proszę się nie śmiać, w ten sposób opisują świat sprzed Trumpa, Orbána i Kaczyńskiego wielcy bojownicy walczący z populizmem). Tymczasem mijają kolejne lata i apokalipsy nie widać (nie licząc oczywiście oderwania od koryta części byłego establishmentu politycznego). Podobnie populizm zdaje się tłumaczyć wszystko: brak programu partii liberalnych (bo teraz jest czas walki ze złem, a nie konkretów); najdziwniejsze sojusze (wszystkie ręce na pokład!); w końcu każdy syf na ich własnym podwórku (bo cel uświęca środki). 
Jest jednak kilka istotnych różnic. Można spokojnie uznać, że dzieci wierzą w swoje potwory. Więcej, że jest to konieczny element ich rozwoju, który pozwala im, w konsekwencji, zrozumieć swoje lęki. Z populizmem jest zgoła inaczej. Po pierwsze, politycy wciąż i wciąż powtarzając brednie o populizmie, świadomie kłamią. Po drugie, podstawowym celem tego kłamstwa jest zachowanie status quo. To ciągłe...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: