Zenek, czyli discopolowa historia III RP

 Zdaje się, że mamy już najbardziej kasowy film polski 2020 roku. To „Zenek” w reżyserii Jana Hryniaka.
 
„Nikt nie słucha, a każdy zna. / Disco polo, disco polo gra. / Nikt nie słucha, a każdy wie, / przy tej muzyce dobrze bawię się” – muzyczny hit Andrzeja Marcysiaka, lepiej znanego jako Andre, wiele mówi o realiach funkcjonowania disco polo w Polsce. Skazane przez salony na bycie obciachem, disco polo przeżywa renesans. A zespół Akcent ze swoim liderem Zenonem Martyniukiem na naszych oczach przechodzi do legendy polskiej popkultury.
 
Serdeczny obraz Polski B
Film „Zenek” w reżyserii Jana Hryniaka, ze scenariuszem Marty Hryniak, obejrzałem jeszcze przed oficjalną premierą. Nie spodziewałem się wiele. Pozytywne zaskoczenie było znaczne. Wrażenie robi szczególnie pierwsza część filmu z rewelacyjną rolą Jakuba Zająca, grającym młodego Zenka Martyniuka. To ładnie zrobiony obraz polskiej prowincji przełomu lat 80. i 90. Bez szyderstwa z małomiasteczkowo-wiejskich realiów, bez stereotypowego dorabiania Polsce B i C gęby głupiej, roszczeniowej i wiecznie na rauszu. Przeciwnie – widzimy ludzi przebojowych, z ambicjami, tyle że realizowanymi poza wielkomiejskimi kanonami sukcesu, poza kulturowymi oczekiwaniami i tabu opiniotwórczej inteligencji.
Wszystko w filmie jest realistyczne: rodzinny dom Zenka z nastoletnich lat, dworce kolejowe i autobusowe, ulice miast wschodniej Polski (choćby Bielsk Podlaski), pierwsze kluby disco, realia zabaw weselnych, na których muzykom płacono wódką, sprzedawaną później w lokalnej knajpie, klimat targowisk z kasetami magnetofonowymi produkowanymi masowo przez raczkujących piratów-wydawców bez cienia troski o prawa autorskie. Świat, w którym dorastał Martyniuk, pokazano w ciepłych barwach. Wielu nieco starszych widzów z radością przypomni sobie młodość: gdy dla wielu disco polo było ścieżką dźwiękową ich życia: miłości, nieszczęść, galimatiasu związanego z przemianami i...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: