Trawiący ogień dezinformacji

Skala dezinformacji, jakiej jesteśmy świadkami i uczestnikami przy okazji pożarów w Australii, po raz kolejny uświadamia nam, że nie tylko nie mamy szans na to, by w dyskusji zająć zgodne z prawdą stanowisko. Mamy coraz mniejsze szanse na to, by zostać dobrze poinformowanymi. 

Wśród moich znajomych trwała zażarta dyskusja na temat globalnego ocieplenia, pożarów w Australii i tego, o czym mówi się jako o „katastrofie klimatycznej”. Na wspólnym czacie na Facebooku w pewnym momencie argumentami przerzucało się kilka osób, z których każdą uważam jeśli za nie eksperta, to poinformowaną na tyle, by zabrać głos. Kłócili się ze sobą dziennikarze, ludzie zajmujący się odnawialnymi źródłami energii, a także eksperci od przyrody, technologii czy kwestii społecznych. Przyglądałem się temu przez jakiś czas, aż wreszcie uciekłem od tej dyskusji przerażony.

Nie mam zdania. To źle?
Dlaczego wyłączyłem się nawet nie tyle z uczestnictwa w rozmowie na zajmujący przecież i ważny temat? Ano dlatego, że w pewnym momencie okazało się, iż każda ze stron dysponuje nieskończoną ilością argumentów na potwierdzenie swoich tez (i obalenie tez przeciwnika), a ja jako postronny obserwator nie mam możliwości nie tylko ich zweryfikować, lecz nawet szczegółowo się z nimi zapoznać. Postanowiłem więc wycofać się na z góry upatrzoną pozycję i póki co nie mieć zdania.
Ktoś oczywiście może powiedzieć, że jestem ignorantem, jeśli w tak ważnej i elektryzującej sprawie nie tylko nie zajmuję stanowiska, lecz nawet nie chcę zasięgnąć wiedzy. Ano nie chcę. Z prostej przyczyny – nie za bardzo wiem, gdzie jej szukać, a i Państwo też możecie mieć problem. Wyjaśnię na przykładzie. 
Ktoś podsunął mi pod nos internetową mapę pożarów na świecie (globalforestwatch.org). To przyjemne w obsłudze narzędzie, które – jak twierdzą autorzy – służy do: „monitorowania i reagowania na pożary lasów i ziemi z wykorzystaniem informacji w czasie prawie...
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: