Ani kroku w tył

W miniony weekend Warszawa przeżyła kolejny marsz tysiąca – bo zapowiadany przez opozycję marsz miliona jakoś wciąż nie może się odbyć. I tym razem wysiłek organizacyjny opozycji pokazał to, co zwykle – frekwencja, mimo naganiania przez media postkomuny, zwożenie działaczy partyjnych autokarami do Warszawy, ściągnięcie z zagranicy sędziów i przedstawicieli organizacji prawniczych – okazała się marna. 

Kilka tysięcy ludzi (władze Warszawy, które zawsze zawyżające liczbę uczestników, mówiły o kilkunastu tysiącach) – tyle było protestujących. Oto miara poparcia dla nadzwyczajnej kasty. Podkreślanie „apolityczności” protestu, mimo że wśród oficjalnych organizatorów wymieniono jak najbardziej polityczny KOD, a rozpoczęcie manifestacji poprzedzały w mediach społecznościowych wpisy polityków postkomuny o tym, że autokary z działaczami jadą do stolicy na manifestację, było naprawdę komiczne. Posłanka PO Joanna Mucha napisała nawet, że autokar z Lublina był kontrolowany przez służby ruchu drogowego „przez 40 minut” ale „drogi Pisie tylko nas tym wzmacniacie”. Pod Sejm dotarła zresztą tylko część uczestników i błyskawicznie po przemówieniach i odegraniu „Ody do młodości”, której nikt z uczestników nie śpiewał, bo nie znał słów, rozpierzchła się do sklepów i kawiarni Warszawy. Tę darmową wycieczkę do stolicy trzeba było przecież jakoś spożytkować. To charakterystyczny rys tych manifestacji postkomuny – zwożeni do Warszawy ludzie „odrabiają lekcję” uczestnicząc w protestach tylko tak długo, jak to konieczne, i dają nogę natychmiast, jak to tylko możliwe (niektórzy urywają się wcześniej i tak chyba było tym razem). Jednak nawet z punktu widzenia organizatorów nie miało to raczej wielkiego znaczenia – wyraźnie było widać, że protest nie został zorganizowany na użytek krajowy, tylko obliczony na przekaz dla zagranicy. Na Polakach nie zrobił w ogóle wrażenia, a pohukiwania organizatorów oraz relacjonujących w zachwycie tę manifestację mediów postkomuny...
[pozostało do przeczytania 58% tekstu]
Dostęp do artykułów: