Prorok Dostojewski

Okres świąteczny to poza czasem na spotkanie także dobry moment, by powrócić do dawno odłożonych lektur. Tak jest i ze mną. Po latach wróciłem do „Idioty” Fiodora Dostojewskiego. I jak zawsze po lekturze książek tego wielkiego pisarza dochodzę do wniosku, że był on nie tylko prozaikiem, nie tylko myślicielem religijnym i świeckim, lecz także prorokiem. „Idiota” (a przecież „Biesy” czy „Bracia Karamazow” to teksty jeszcze głębsze) to niesamowita analiza niszczącej siły namiętności, a poza tym to tekst prorocki.

W XIX wieku rosyjski pisarz przewidział, dokąd zaprowadzi Europę pozbawiony moralnych korzeni kult techniki i nowoczesności, które mają uzdrawiać wszystkie choroby. „Nie dowierzam (…) wozom, wiozącym chleb dla ludzkości!” – mówi o kolejach żelaznych, o technice, która je zrodziła, pijany Lebiediew. „Albowiem wozy, wiozące chleb dla ludzkości, bez moralnej podstawy działania, mogą z zimną krwią odsunąć znaczną część ludzkości od rozkoszowania się ich zawartością (…). Co już nawet było (…). Już był Matlthus, przyjaciel ludzkości. Ale przyjaciel ludzkości o chwiejnych podstawach moralnych jest ludożercą ludzkości”. Gdy człowiek czyta te słowa w XXI wieku, to przed oczami stają mu koleje żelazne, bydlęce wagony wiozące do obozów koncentracyjnych i zagłady miliony Europejczyków, składy transportujące ludzi do łagrów. Wszystko w imię nowoczesności i wiezienia chleba dla przyszłej ludzkości. On to widział, przewidział wiele lat wcześniej. A jego diagnozy są aktualne. Nadal aktualna jest bowiem świadomość, że gdy brakuje Osoby Jezusa Chrystusa, to miłosierdzie wyradza się w filantropię, a humanizm w antyhumanizm. Taka jest smutna prawda o naszej cywilizacji.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: