Raban czy bałagan?

Żyjemy w czasach, gdy wszyscy wokół lepiej od katolików wiedzą, jak powinno wyglądać nauczanie Kościoła. Część wierzących uważa tego rodzaju symbiozę ze światem za coś oczywistego. Pytanie, na ile wpływa na to również styl wypowiedzi papieża Franciszka.

Pierwszy jezuita wybrany na papieża, niegdysiejszy prymas Argentyny, kardynał Jorge Mario Bergoglio, wniósł do Kościoła ogromną, nieocenioną wrażliwość na kwestie społeczne i ekologiczne. I atmosferę południowoamerykańskiej fiesty – z jej właściwą karnawałowi niefrasobliwością. Nie wiemy, co powiedziałby na Franciszkowy raban święty Ignacy Loyola, założyciel Towarzystwa Jezusowego, czyli jezuitów, przywiązujący ogromną wagę do dyscypliny intelektualnej zakonników i czytelności katolickiego nauczania – także wobec ludzi innych wierzeń i kultur. Można zaryzykować tezę, że mógłby zdziwić się stylem, w którym namiestnik Chrystusa na piotrowym tronie komunikuje się z wiernymi, innowiercami i niewierzącymi. Przepraszam, powyższe zdanie zapisałem zbyt staroświeckim językiem. Ojciec Ignacy być może spytałby: Franciszku, ale o co chodzi z tym rabanem? Czy aby nie robi się z tego bałagan?

Papież-aforysta kontra „klero-mowa”
Papież Franciszek jest aforystą. Lubi bon moty w trakcie kazań i prowokacyjne wypowiedzi dla mediów. Dla części wierzących to znak, że nie poddał się kościelnej biurokracji, zachował zdolność mówienia od serca, o co nie zawsze podejrzewamy wysokich hierarchów. Dla wielu katolików, może szczególnie w Polsce, Franciszkowy styl stanowił miłe zaskoczenie – brzmią w nim tony bezpośredniości świętego Jana Pawła II; ten język nie choruje na nijako-przyciężkawą „klero-mowę” wielu kazań. A dla niemałej części światowych mediów, nawet zarządzanych żelazną ręką przez właścicieli konsultujących się przede wszystkim z działami marketingu, luz jest towarem, który sprzedaje się świetnie. Szybko zatem zrobiono z Franciszka popkulturową gwiazdę – materiałów nie...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: