Wielki monolog Grzegorza B.

Felieton [Widziane ze śmietnika historii]

Nie poznali się na mnie. Nie zrozumieli, jaki wielki geniusz drzemie we mnie. A przecież gdyby mnie zaprosili do Hollywood, zobaczyliby, jak robi się filmy. Ja się poświęciłem, przyjechałem do Ameryki, dałem im szansę, a oni nie skorzystali. Zaprzepaścili życiową okazję. Jeszcze pożałują, popamiętają mnie. A może zrozumieli, jak wielki jestem, i przerazili się swej małości? Tak, musieli zrozumieć, że mój geniusz im zagraża. No tak, chcą mnie wykończyć. Sprytne hollywoodzkie Żydy uwzięły się na mnie, na prawdziwą sztukę, na prawdę, ale przecież świat trzeba uratować. Tak, to wyzwanie godne mego geniuszu. To tak ogromne zadanie, że Bóg musiał wyznaczyć właśnie mnie do jego wykonania. Przecie nikt inny temu nie podoła i Bóg musiał to wreszcie zrozumieć. Żydy nie dadzą rady, choćby całą Amerykę na mnie napuścili. Wykonam zadanie, które Najwyższy mi powierzył. Zacznę od Polski, uratuję nasz kraj od knowań Żydów, a potem Europę, świat cały. Nie pozwolę na upadek cywilizacji
     
59%
pozostało do przeczytania: 41%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze