Wielki monolog Grzegorza B.

Nie poznali się na mnie. Nie zrozumieli, jaki wielki geniusz drzemie we mnie. A przecież gdyby mnie zaprosili do Hollywood, zobaczyliby, jak robi się filmy. Ja się poświęciłem, przyjechałem do Ameryki, dałem im szansę, a oni nie skorzystali. Zaprzepaścili życiową okazję. Jeszcze pożałują, popamiętają mnie. A może zrozumieli, jak wielki jestem, i przerazili się swej małości? Tak, musieli zrozumieć, że mój geniusz im zagraża.

No tak, chcą mnie wykończyć. Sprytne hollywoodzkie Żydy uwzięły się na mnie, na prawdziwą sztukę, na prawdę, ale przecież świat trzeba uratować. Tak, to wyzwanie godne mego geniuszu. To tak ogromne zadanie, że Bóg musiał wyznaczyć właśnie mnie do jego wykonania. Przecie nikt inny temu nie podoła i Bóg musiał to wreszcie zrozumieć. Żydy nie dadzą rady, choćby całą Amerykę na mnie napuścili. Wykonam zadanie, które Najwyższy mi powierzył. Zacznę od Polski, uratuję nasz kraj od knowań Żydów, a potem Europę, świat cały. Nie pozwolę na upadek cywilizacji. Musimy wrócić do wieku złotego, ale bez protestanckiej zarazy. Króla nam trzeba. Zaraz, zaraz, ale któż jest godny przyjąć ciężar korony, jeśli nie ja? Muszę się spieszyć, bo Żydy już na pewno się podkopują. Mój wierny giermek Tomasz mnie już ostrzegał. A Amerykanie? Już wysłali wojska NATO, żeby mi przeszkodzić w realizacji boskich zamysłów. Muszę ustrzec naród przed żydowsko-amerykańskimi prowokacjami. Na pewno już szykują wojnę z Rosją, by nas wykończyć. Ostrzegę Putina. On niczemu nie winowat. Obudzę naród, Corona Regni Poloniae czeka na mnie i Żydy mi jej nie ukradną.
W tym momencie Grzegorz poczuł na ramieniu czyjąś opiekuńczą rękę i usłyszał przymilny głos: „Mistrzu! Nie wzięliście na czas tabletek. Już pora”.
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: