Niebezpieczeństwo nowego laickiego islamizmu

Boże Narodzenie, warto o tym pamiętać, to nie tylko piękne i ciepłe święto rodzinne, ale także przypomnienie, że Bóg tak bardzo wszedł w naszą codzienność, że aż stał się człowiekiem. To ma zaś skutki także dla naszej codzienności, dla naszego życia. I to nie jedynie prywatnego, ale także publicznego. Chrześcijaninem, katolikiem jest się nie tylko w życiu prywatnym, w zaciszu domu czy świątyni, ale też w życiu publicznym, politycznym, społecznym.

To jedna z tych prawd, które pozostają nie do pogodzenia z pewnym postrzeganiem liberalnej demokracji, ze szczególnymi jej rozumieniami, które domagają się, by chrześcijanin (tak jak każdy inny członek wspólnoty politycznej o wyrazistych poglądach) ograniczył swoje działanie w sferze publicznej, wyrzucając z niej element Absolutu. Jeśli jednak spróbować narzucić to rozwiązanie jako normę prawną (choćby tylko wybranym grupom społecznym czy zawodowym, na przykład lekarzom), to… państwo liberalnej demokracji przekształci się w gruncie rzeczy w kraj liberalnego antyreligijnego fundamentalizmu. Dlaczego? Otóż warto sobie uświadomić, że człowiek wierzący w Absolut po chrześcijańsku nie może funkcjonować w świecie pozbawionym odniesienia do Boga i do swojego zbawienia. Ono pozostaje kluczowe. Dlatego lekarz pełniący swoje obowiązki jest nie tylko częścią systemu opieki zdrowotnej ani nawet tylko lekarzem, ale zawsze jest człowiekiem w relacji do Boga. Jego decyzje, czyny są i muszą być – z jego perspektywy – oceniane nie tylko w aspekcie doczesnym, ale też wiecznym. Można się z tym zgadzać albo nie, ale jeśli państwo chce uniemożliwić mu – w pewnym wymiarze, na przykład zawodowym – życie zgodnie z tą zasadą, to z państwa wolności religijnej, wolności sumienia przekształca się w państwo religijnego zniewolenia. Nie każda liberalna demokracja tak działa, ale warto pamiętać o tym niebezpieczeństwie.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: