Zbrodnia i… umorzenie. Bezkarni oprawcy

Rozłożenie przez władze komunistyczne, prokuraturę i sądownictwo parasola ochronnego nad służbami sprawiło, że żaden ze sprawców śmierci ofiar stanu wojennego w Krakowie nie poniósł konsekwencji w okresie PRL.

Morderca Bogdana Włosika, kpt. SB Andrzej Augustyn, dopiero po zmianie ustroju oraz wznowieniu śledztwa i procesu spędził 6 lat w więzieniu. A wcześniej? Według peerelowskiego prokuratora „działał w obronie własnej”, strzelając z dwóch metrów w brzuch nieuzbrojonego młodzieńca. Śmierć Andrzeja Szewczyka, którego znaleziono skatowanego rankiem 18 kwietnia 1982 roku, nie skłoniła prokuratury nawet do wszczęcia śledztwa, choć ten 22-letni chłopak był tak zmasakrowany, że rodzina była w stanie go rozpoznać dopiero po znamieniu. Konał jeszcze przez 52 dni w szpitalu. Zmarł, nie odzyskując przytomności 8 czerwca 1982 roku. Miesiąc po zakończeniu stanu wojennego zmarła 63-letnia Janina Drabowska. Śledztwa nie wszczęto, choć udusiła się gazem łzawiącym z granatów wstrzelonych 31 sierpnia 1983 roku przez okno jej mieszkania na nowohuckim osiedlu Dąbrowszczaków. Po zmianie ustroju sprawą zainteresowała się Sejmowa Komisja Nadzwyczajna do Zbadania Działalności MSW. Okazało się wówczas, że po śmierci Drabowskiej nawet nie przeprowadzono sekcji zwłok, która pozwoliłaby na udokumentowanie przyczyny zgonu. Śledztwa już nie podjęto, nikt nigdy nie poniósł odpowiedzialności.

Śmierć Ryszarda Smagura
Przykładem bezkarności sprawców jest śmierć 29-letniego Ryszarda Smagura podczas manifestacji pierwszomajowej w 1983 roku. Jak wynikało z relacji świadków, Smagur nie był uczestnikiem toczących się wówczas w Nowej Hucie ulicznych walk. Wraz z żoną i dzieckiem w wózku szedł w odwiedziny do rodziców mieszkających na osiedlu Krakowiaków. Widząc nadjeżdżającą kolumnę samochodów ZOMO, z których wstrzeliwano w osiedle pociski z gazem łzawiącym, nakazał małżonce wraz z dzieckiem ucieczkę do mieszkania rodziców, a sam schronił...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: