Najweselszy barak w obozie. Zwyciężyć śmiechem – satyra stanu wojennego

Dodano: 10/12/2019

Historia [13 grudnia 1981 roku]

Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego pozornie miała do dyspozycji wszelkie środki, by zwyciężyć: armię z czołgami, skotami i śmigłowcami; watahy naszprycowanych zomowców pałujących bez różnicy mężczyzn, kobiety, dzieci; ubeków, czyli – jak napisałby Norwid – „policje tajne i dwu-płciowe” śledzące, intrygujące, dezintegrujące, łamiące sumienia, kręgosłupy i życiorysy; rzeszę tajnych współpracowników i jawnych donosicieli członków partii. Reżim miał też broń silniejszą niż pały zomowców – wszystkie gazety, telewizję i radio. Nadzór nad mediami sprawował zakłamany ponad wszelkie wyobrażenie rzecznik prasowy rządu Jerzy Urban. Dysproporcja sił i możliwości ogromna. Ludzie mieli jednak broń potężną i bezlitosną – śmiech. Na straży ducha wolności stała nie tylko determinacja, niezgoda i upór, ale również poczucie humoru. Poczucie humoru ratowało nas nieraz: przed rozpaczą, przed apatią spowodowaną obezwładniającym poczuciem bezradności, przed brakiem nadziei. W czasie okupacji
     
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze