Punkty odniesienia

Ubiegły tydzień upłynął pod znakiem kolejnych awantur w Sejmie wzniecanych przez totalną opozycję. Wrzask, tumult i szczucie, jakie wydobywają się z ekranów telewizorów i gazet reprezentujących głos postkomuny, przysłaniają dwa zdarzenia, które będą – z perspektywy czasu – oceniane jako niezwykle istotne.

Jedno wydarzenie to wspaniałe pożegnanie dowódców i żołnierzy powstania styczniowego w Wilnie. Trzy narody, trzy państwa wyrosłe z I Rzeczypospolitej oddały hołd swoim wspólnym bohaterom. Sztandar powstania styczniowego, na którym widnieją Orzeł, Pogoń i Archanioł, znaki Polski, Litwy i Rusi, pod którym walczyli i ginęli nasi przodkowie ponad 150 lat temu, stał się – w ostatnich dniach – znakiem współczesnym, aktualnym.  „Niesamowity dzień w Wilnie. Dreszcz mnie przeszedł, gdy przechodziliśmy pod Ostrą Bramą za trumnami Powstańców Styczniowych w szpalerze polskich i litewskich żołnierzy. Miałem łzy w oczach, gdy polskie komendy wojskowe i salwa honorowa wstrząsnęły cmentarzem na Rossie” – napisał na Twitterze prezydent Andrzej Duda, na gorąco komentując uroczystości. Dodać jeszcze trzeba, że nad tymi ulicami, obok powstańczych, polskich, litewskich flag, powiewały w dużej liczbie flagi białoruskie. Zygmunt Sierakowski, jeden z najsławniejszych dowódców powstania na Litwie, i Konstanty Kalinowski, odnalezieni obok osiemnastu innych skrycie pogrzebanych przez Moskali bohaterów powstania, poprowadzili te trzy narody ulicami Wilna, pod Ostrą Bramą… Stało się coś, czego nie da się już przecenić, ale nie sposób także docenić jeszcze jego istoty. Co to właściwie będzie znaczyć – dla Polski, Litwy, Białorusi – to tak mocne, symboliczne wskrzeszenie ideałów, wartości i pamięci wspólnej nam niegdyś Rzeczypospolitej?
Po reakcji mediów sprzyjających Moskwie lub Berlinowi widać, że też nie wiedzą i na razie postanowili przemilczeć uroczystości lub poinformować o nich zdawkowo. Ale wyszukajcie sobie Państwo w internecie relacje, jeśli...
[pozostało do przeczytania 53% tekstu]
Dostęp do artykułów: