Powrót idei narodu. Dlaczego potrzebujemy wspólnoty

W ostatnich latach konserwatywni myśliciele coraz częściej poważnie pochylają się nad kwestią tożsamości narodowej. Nie spełniły się tym samym zapowiedzi lewicy, że w zglobalizowanym świecie idea narodowa jest niepotrzebna i przestarzała.

Można to nazwać efektem Donalda Trumpa, który sam stwierdził, że w większym stopniu jest nacjonalistą niż konserwatystą. Ale powrót do idei narodu ma też swoje głębsze przyczyny. Z jednej strony jest odpowiedzią na coraz bardziej globalistyczne i kosmopolityczne postulaty światopoglądowej lewicy. Z drugiej próbą znalezienia lekarstwa na choroby zachodnich społeczeństw: rozpad wspólnot, coraz luźniejsze związki pomiędzy elitami a resztą społeczeństwa czy brak jednej, wspólnej narracji, która w jakiś sposób łączyłaby wszystkich obywateli.
Trzy książki: „The Case for Nationalism” Richa Lowry’ego, „The Virtue of Nationalism” Yorama Hazony’ego i „Why Nationalism” Yaela Tamira – wszystkie wydane w ciągu ostatnich dwóch lat, pokazują, jak żywa jest myśl dotycząca idei narodowej i jak nieprawdziwe są deklaracje lewicy, że poczucie przynależności do narodowej wspólnoty to potrzeba, która będzie traciła na znaczeniu we współczesnym świecie.

Zwapniały kosmopolityzm
W antynarodowej myśli lewicy uderzać może fakt, że z taką pewnością uznaje ona, że dyskusja została w sposób ostateczny zakończona, pomimo faktu, że argumenty, po które sięga ta strona, ani nie są oryginalne, ani nowe. Nacjonalizm, jak pisał twórca idei „społeczeństwa otwartego” Karl Popper, „schlebia naszym plemiennym instynktom, pasjom i uprzedzeniom i naszej nostalgicznej potrzebie bycia zwolnionym z indywidualnej odpowiedzialności, którą zastępuje odpowiedzialnością kolektywną i grupową”. Poczucie przynależności do wspólnoty narodowej jest nie tylko prymitywne, ale i niebezpieczne. Zawsze bowiem kiedy pojawia się jakieś „my”, to musi się pojawić wykluczenie, ktoś do tego „my” nie należy. A to wykluczenie jest...
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: