Śmierć – oswajanie strachu. Felieton nietypowy

Przez wiele, wiele lat bardzo bałem się śmierci. Już jako dorosły człowiek. Dziecko nie ma takiej wyobraźni i zwykle uważa śmierć za rzecz w zasadzie nierzeczywistą. Ale już gdy byłem dorosły, przez ponad ćwierć wieku przerażała mnie myśl: „Co potem?”. Jak to może być, że mnie nie będzie? Może to było mało chrześcijańskie, mało katolickie – bo przecież jest życie po życiu i człowiek „nie umiera, tylko się na nowo rodzi”. Ale z tym panicznym lękiem przegrywałem.

Aż przyszedł dzień 8 grudnia 2005 r. i jak nożem uciął – przestałem się bać. Tego dnia zmarła moja mama. To był przełom. Oczywiście chciałbym żyć jak najdłużej – dla rodziny, dla moich dzieci, zwłaszcza
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: