Tygrysy na części. Dochodowy przemyt zwierząt

Polakami wstrząsnęła historia 10 tygrysów, które w strasznych warunkach były transportowane do Dagestanu i utknęły na granicy polsko-białoruskiej. Ostatecznie w wyniku upublicznienia sprawy udało się uratować 9 zwierząt, które teraz nabierają sił przed drogą do Hiszpanii do specjalnego azylu. Wszystko wskazuje na to, że tygrysy miały być sprzedane na czarnym rynku i wykorzystane w chińskiej medycynie.

Tygrysy to ginący gatunek. Szacuje się, że jest ich na świecie jedynie około 4 tys. To niewiele, bo jeszcze na początku ubiegłego wieku ich liczbę określano na około 100 tys. Co ciekawe, w niektórych miejscach globu prężnie działa cały przemysł hodowli tych dzikich zwierząt – tygrysy egzystujące w klatkach to dziś około 12 tys. osobników. Jest to spowodowane olbrzymim popytem na rynku azjatyckim, a szczególnie w Chinach, gdzie nadal ten ogromny kot to symbol luksusu, a przede wszystkim składnik tamtejszej medycyny tradycyjnej.

Cenny kot
Chińczycy wykorzystują każdą część tygrysa. Skóra na przykład może zostać elementem odzieży czy dekoracji domu. Zęby i pazury to materiał używany w jubilerstwie. Największy popyt jest jednak w medycynie. Krew tygrysa ma służyć wzmocnieniu, mózg zapobiegać lenistwu, penis działać na potencję, a żołądek na niestrawność. Oczy mają leczyć epilepsję. Z mielonych kości kota robi się wyjątkowy, drogi alkohol. Oczywiście do tego wszystkiego szczytem luksusu jest stek z tygrysa. Co nie oznacza, że wyżej wymienione przykłady należą do tanich. Dość powiedzieć, że za kła tygrysa trzeba zapłacić około 2,5 tys. zł. Jak cenny był zatem ładunek do Dagestanu, można się tylko domyślać, biorąc pod uwagę, że dorosłe zwierzę ma 30 zębów. Według portalu thenerveafrica.com szczątki tygrysa w Chinach można sprzedać z 70 tys. dolarów, czyli około 260 tys. zł. Transport, który wywołał tyle zamieszania w Polsce, wart był więc mniej więcej 2,6 mln zł. Nic więc dziwnego, że dzisiaj czarny rynek dzikich...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: