Filmowe dzieło czy filmowe działo?

W tym miejscu miała być recenzja nagrodzonego w Gdyni i nominowanego na Berlinale filmu Agnieszki Holland „Obywatel Jones”. Filmu pięknego w obrazie, precyzyjnego w prowadzeniu fabuły i ważnego ze względu na poruszany temat. Moglibyśmy zachwycać się grą brytyjskich aktorów, realizmem dramatycznych scen, prawdą o mrocznych czasach stalinowskich i pochylać nad milionami ofiar wielkiego głodu na Ukrainie – ofiar totalitarnego systemu komunistycznego. Agnieszka Holland zrobiła ważne kino na najwyższym, tzw. światowym poziomie. Możemy być dumni z tego, że wśród rodzimych produkcji mamy taki tytuł.

Ale reżyser nie chciała najwyraźniej, by oceniać jej film pod kątem wartości merytorycznej i warsztatu. Postanowiła zrobić piękne dzieło i wykorzystać je do politycznej walki. Holland na antenie Radia Zet powiedziała, że jej film to „aluzja do tych populistycznych przywódców, którzy uważają, że władza daje im prawo do tego, żeby projektowali człowieka”. I przyznała wprost, że przesłanie filmu jest aluzją m.in. do Jarosława Kaczyńskiego. Wielu widzów, którzy chcieli, aby filmowe dzieło mówiło samo za siebie, zostało nabitych w butelkę. Holland stworzyła bardzo ważny film historyczny, po czym wykorzystała go do swojej politycznej wojenki. Próba porównania polityki Józefa Stalina do polityki Jarosława Kaczyńskiego jest tak absurdalna, że nie tylko urąga rozsądkowi i ośmiesza Agnieszkę Holland. Kładzie też cień na film, który jest zrobiony i pięknie, i uczciwie. A następnie przez swoją autorkę użyty do gry tak brzydkiej, jak i nieuczciwej. Wielka szkoda.

„OBYWATEL JONES”
reż. Agnieszka Holland
POLSKA 2019 
5/6
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: