Mówił o sobie: dopóki gram, jestem zdrowy.

KULTURA [WYWIAD]

Mietek Kosz nie chciał, jak jego niewidomi koledzy z ośrodka, kleić pudełek czy skręcać szczotek, chciał zostać wybitnym pianistą wbrew wielu przeciwnościom. I został. Muzyka stała się jego miłością, pasją, treścią życia – opowiada reżyser filmu „Ikar. Legenda Mietka Kosza”. Z Maciejem Pieprzycą rozmawia Sylwia KołodyńskaCzy można nie kochać jazzu i zrobić film o Mietku Koszu? Wszystko jest możliwe. Czasami to, że nie jesteśmy specjalistami w jakiejś dziedzinie, powoduje, że mamy ciekawsze spojrzenie na jakąś materię. Nie uważam się za znawcę jazzu, ale słucham tej muzyki. Jazz może nie był moją pierwszą miłością, był nią – jak to się najczęściej zdarza u młodych ludzi – rock, ale do jazzu stopniowo dojrzałem i doszedłem.I do Mietka Kosza też? Przyznam, że długo go nie słuchałem. Mietek Kosz, pomimo fantastycznej muzyki, jaką po sobie pozostawił, nie był za bardzo obecny w powszechnej świadomości…I chyba cały czas nie jest,
     
27%
pozostało do przeczytania: 73%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze