22 tysiące aborcji na sumieniu

Za to warto docenić amerykańską produkcję z silnym przesłaniem pro-life. Przedstawia bowiem manipulację wokół zabiegów aborcyjnych, które mają… „pomagać kobietom, wspierać je i ograniczać liczbę niechcianych ciąż”. Słowem – samo dobro. Przynajmniej dla tych, o których Karol Wojtyła mówił, że reprezentują cywilizację śmierci. Abby (Ashley Bratcher) z takim właśnie założeniem rozpoczyna pracę w klinice Planned Parenthood.

Spotka ją jednak chwila otrzeźwienia, gdy zda sobie sprawę, że ma na sumieniu 22 tysiące aborcji. Ale zrozumie to dopiero po ośmiu latach, będąc już dyrektorem kliniki, gdy po raz pierwszy zobaczy, jak naprawdę wygląda aborcja. Widzimy to na obrazie USG: rura wprowadzona do macicy wsysa te „nic nieczujące tkanki”. „Tkanki”, które stanowiąc kształt człowieka, bronią się przed śmiercią, próbują się siłować, uciekać, uniknąć rozszarpania… To jedna z najbardziej dramatycznych scen morderstwa, jakie widziało światowe kino. Znacznie bardziej przerażająca od tych znanych z „Rambo” czy „Jokera” – mimo że zabijanie człowieka widzimy na czarno-białym monitorze USG. Filmowcy pokazują też, co później dzieje się z ciałem nienarodzonego dziecka. Jak jest… mielone. Trudno pisać o tym filmie, tak samo jak ciężko jest ten film oglądać. Zastanawiam się, jaka kategoria wiekowa powinna obowiązywać widzów przy tej produkcji. I myślę, że to obraz dla tych, którzy rozpoczynają życie seksualne. I dla nich film „Nieplanowane” powinien być pozycją obowiązkową.


„Nieplanowane”
reż. Chuck Konzelman, Cary Solomon
USA, premiera polska 1 listopada
OCENA
5/6
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: