Spróbujmy przekroczyć małość

Śmierć Kornela Morawieckiego, jednego z naszych największych bohaterów walki z komunizmem, po raz kolejny pokazała, jak bardzo podzielona jest nasza wspólnota. A także jakie są konsekwencje chaosu aksjologicznego, będącego grzechem pierworodnym III RP. Chaosu dodatkowo „podkręconego” nienawiścią, którą rozpętała Platforma w kontekście 10 kwietnia 2010 roku.

Ciężko o bardziej ponure memento dla Morawieckiego niż fakt, że w TVN poproszono o skomentowanie jego odejścia… Aleksandra Kwaśniewskiego. Nie dostrzeżono niestosowności (delikatnie rzecz ujmując) w fakcie, że aparatczyk komunistycznego systemu będzie zajmował się wspominaniem jednego z najważniejszych opozycjonistów, który z tym systemem walczył. Nie było to jedyne kuriozum, które Koalicja Obywatelska oraz jej media i autorytety zafundowały nam w kontekście śmierci Kornela Morawieckiego.

Tańce na trumnie
Mieliśmy więc program Olejnik, w którym właściwie najważniejszym aspektem biografii Kornela Morawieckiego okazały się jego polityczne afiliacje (oczywiście postrzegane jako skrajnie negatywne) z ostatnich lat życia. Był wyjątkowo paskudny wpis wielkiego autorytetu Koalicji Obywatelskiej, Lecha Wałęsy, który oczywiście musiał skorzystać z czyjejś śmierci, żeby wyrzucić z siebie jad. Mieliśmy Rafała Trzaskowskiego, było nie było prezydenta stolicy Polski, który składając kondolencje stwierdził, że Kornel Morawiecki „dla wielu był bohaterem”. Ale najbardziej paskudne rzeczy zaczęły się dziać w mediach społecznościowych na profilach zwolenników Koalicji Obywatelskiej, słynnych Silnych Razem. Publiczne, pod nazwiskami wyrażane zadowolenie z czyjejś śmierci, życzenia, „żeby to nie był ostatni” (umieszczam tu i tak tylko te bardziej łagodne) – właśnie takie stwierdzenia charakteryzowały „opozycyjny” internet. Co ciekawe, najczęściej wypisywane były na stronach o nazwie „stop nienawiści” itd. Po prostu powtórka tej „radości”, która towarzyszyła zwolennikom...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: