Grzybowa gorączka. Slow sport

Dodano: 08/10/2019 - Nr 41 z 9 października 2019

ŚRODOWISKO [Jednak kultura zbieracka]

Polaryzacja. Kopanie rowów. Spory ideologiczne. Wydawałoby się, że w Polsce nie ma już rzeczy, która byłaby ponad podziałami i łączyła. Jednak pojawiają się takie momenty. „Masakra maślaków i prawdziwków to nasz sport narodowy” – napisał ostatnio jeden z internautów. I miał rację. Polacy kochają zbierać grzyby, i to niezależnie od wieku, wykształcenia, preferencji politycznych, religijności. Pisząc kilka tygodni temu tekst o roli grzybów w ekosystemie, nie miałem większej nadziei, że w tym roku uda mi się cokolwiek nazbierać. Lato było wyjątkowo suche. W lasach, gdzie zwykle chodzę z koszykiem, deszcz padał sporadycznie. Nagle jednak w ostatniej dekadzie września, gdy zgodnie z podręcznikami o grzybach powinniśmy już zbierać właściwie same opieńki, stała się rzecz niesamowita. Wystarczyło trochę deszczu i słońca, aby Polacy masowo ruszyli na grzyby. Twitter i Facebook zapełniły się zdjęciami koszy prawdziwków i okazów bijących rekordy. To potęgowało moją frustrację.
     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze