Idziemy do kina!

Te dwa filmy, myślę o „Piłsudskim” i „Legionach”, należy oglądać łącznie. Może nie dosłownie, ale jest oczywiste, że oba obrazy stanowią wzajemną kontynuację. „Piłsudski” praktycznie kończy się wymarszem Pierwszej Kadrowej z Oleandrów, reszta to pobieżna errata, z kolei „Legiony” na dobre zaczynają się w Krakowie i rozgrywają w trakcie kampanii rosyjskiej, z porywającymi scenami bitew pod Rarańczą czy Kostiuchnówką.

Ponieważ lada moment ruszy do akcji chór wybrzydzaczy, pragnę zatrzymać się na bezspornych atutach obu dzieł, skrzętnie pominiętych przez jury na festiwalu w Gdyni. Piłsudski Borysa Szyca jest najlepszym „Ziukiem”, jakiego dotąd zdarzyło mi się
[pozostało do przeczytania 55% tekstu]
Dostęp do artykułów: