Niekontrolowana eksplozja. Bombiarz bez skruchy

Kryminalni [Pirotechnik z Łodzi]

Robert N. eksperymentował z niebezpiecznymi materiałami i tworzył wybuchowe substancje. Pod jego nieobecność w mieszkaniu pojawili się policjanci i strażacy, bo jego matka uległa wypadkowi. Wtedy niespodziewanie doszło do eksplozji. Funkcjonariusze zostali poważnie ranni. Bombiarz nie przyznał się do winy, absurdalnie tłumacząc, że mundurowi byli... nieostrożni. Usłyszał jednak surowy wyrok. Mieszkanka domu przy ulicy Przemysłowej w Łodzi zaniepokoiła się losem schorowanej sąsiadki, której od długiego czasu nie widziała. Ponad 60-letnia kobieta przez kilka dni nie wychodziła na dwór, co było czymś nienaturalnym. Dlatego wezwano pomoc. Pod podany adres przyjechali strażacy i policjanci z komisariatu na Bałutach. Działo się to wczesnym popołudniem 15 grudnia 2017 roku. Drzwi do mieszkania funkcjonariusze zastali zamknięte, nikt też im nie otworzył, ale nie zrezygnowali z akcji – słyszeli bowiem wewnątrz jakieś odgłosy. Weszli do środka przez uchylone okno. I znaleźli
     
18%
pozostało do przeczytania: 82%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze