Onkolog musi być optymistą

Gdyby przyszło mi zająć się moimi najbliższymi z powodu nowotworu złośliwego, to nie leczyłbym ich poza Polską. W Polsce mamy specjalistów, którzy na światowym poziomie mogą przeprowadzić leczenie praktycznie każdego nowotworu złośliwego – mówi prof. Lucjan Wyrwicz, kierownik Kliniki Onkologii i Radioterapii Centrum Onkologii Instytutu im. M. Skłodowskiej-Curie w Warszawie. Z prof. Lucjanem Wyrwiczem rozmawia Sylwia Kołodyńska

Żyjemy w czasach onkofobii. Nowotwory mogą zabijać, ale chyba warto je potraktować jako chorobę, którą się… leczy. Mam rację?
Po pierwsze, pamiętać należy, że problem wzrostu zachorowań na nowotwory jest powiązany z sukcesami innych dziedzin medycyny. Rośnie liczba pacjentów uratowanych po zawale serca. Lepsza kontrola chorób metabolicznych, takich jak cukrzyca i jej powikłania, także sprzyjają temu, że pacjent żyje dostatecznie długo, aby mógł zachorować na nowotwór. Dodatkowo unikałbym terminu onkofobia. Nie będę się wymądrzał, czego należy się bać lub nie bać w życiu. Ale termin „fobia” zawiera konotację negatywną, obawy nie tylko przed faktem choroby, ale i samego mówienia o objawach danej przypadłości, chorowaniu czy skutkach ubocznych leczenia. Pamiętajmy, większość nowotworów na dostatecznie wczesnym etapie zaawansowania jest możliwych do wyleczenia tylko usunięciem chirurgicznym, a rozległość takiego zabiegu często nie jest znaczna. Zestawienie terminu „fobia” z nowotworami powoduje, że pacjent boi się diagnozować objawy, z którymi boryka się przez długi czas. Niestety, im więcej czasu upłynęło od pierwszych objawów do chwili zgłoszenia się do lekarza, tym szansa na trwałe wyleczenie staje się niższa, a dotkliwość takiego leczenia jest większa.
 
Najwyższa Izba Kontroli opublikowała w tym roku raport, z którego wynika, że do 2025 roku zachorowalność na choroby onkologiczne wzrośnie w Polsce o ponad 25 proc. Spodziewał się Pan Profesor takiej prognozy?...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: