Europa czeka na gwałciciela

Czy czeka nas więc okres kolejnej dominacji Rosji w Europie? Jestem przekonany, że nie. Od dłuższego czasu lansuję tezę, że nadchodzi kres imperialnej pozycji Rosji, która może zakończyć się rozpadem Federacji Rosyjskiej. Moskwa okazała się państwem niezdolnym do reform i korzysta jedynie z bogatych źródeł energii. Świat poszedł do przodu (wspominałem o tym w poprzednim komentarzu) i zaczyna znajdować nowe źródła pozyskania paliw. Rosja nie jest na to przygotowana. Jedynym jej sposobem obrony dotychczasowej pozycji będzie osłabianie ewentualnych rywali. Za czasów Lecha Kaczyńskiego Rosja musiała walczyć o pozycję lidera w Europie Wschodniej. Katastrofa smoleńska tę rywalizację rozstrzygnęła na korzyść Moskwy. Ale nie na długo. Putin nie będzie w stanie poradzić sobie z kryzysem ekonomicznym i widząc to, już ucieka w ostrą rywalizację z UE i USA. To jednak gaszenie ognia benzyną. Wykorzystywanie naiwności Zachodu też ma swój kres. Sprzeczność interesów ekonomicznych i wojenna retoryka Kremla zmuszą Europę do obrony. Mylą się też ci, którzy sądzą, że USA będzie jedną ręką wspierać Putina. Być może obecny prezydent Stanów Zjednoczonych chciałby zrobić ze wschodniego watażki swojego sojusznika, ale nie może tego uczynić wbrew interesom własnego kraju. Te interesy z interesami Kremla rozjeżdżają się coraz bardziej. Spektakularne gesty niczego tu nie zmienią. Dla polityki USA Rosja staje się coraz większym problemem. Wkrótce zresztą zobaczymy to na własne oczy. Szkoda, że trzeba było za to zapłacić tak ogromną cenę.
[pozostało do przeczytania -0% tekstu]
Dostęp do artykułów: