Pingwiny z Berlina i ludzie z Madagaskaru

Z końcem minionego tygodnia „Gazeta Wyborcza” oraz postępowa część europejskich mediów z triumfem ogłosiły, w ślad za komunikatem berlińskiego zoo, że „nie tylko homoseksualne pingwiny z berlińskiego zoo decydują się na adopcję”.

Zanim w ślad za tą szokującą informacją rozpocznie się specjalna operacja pingwiniego komanda pod dowództwem Skippera (nie, nie tego z Berlina, choć tak właśnie nazywa się jeden z bohaterów tekstu „Wyborczej”, tylko tego oryginalnego, z Madagaskaru), z Kowalskim, Szeregowym i Rico w składzie, warto się zastanowić nad tym, jak w szczegółach wygląda ta sprawa i po co w zasadzie postępowy świat tak się nią ekscytuje. Doniesienie o rzekomej
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: