Berling i co dalej

Felieton [Przeszłość powróci ideą]

Na prawym brzegu Wisły nie ma już Zygmunta Berlinga – nie bohatera, lecz zdrajcy polskiej sprawy. Bo Berling, żołnierz Legionów Polskich, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej, sam w czasie II wojny światowej stał się bolszewikiem. Zwerbowany przez NKWD w obozie w Starobielsku, Berling przyjął obywatelstwo ZSRS i współtworzył deklarację lojalności wobec Stalina. Renegat ten zatwierdzał wyroki śmierci na swoich żołnierzach podejrzanych o związki z polskim podziemiem niepodległościowym. Pomnik Berlinga straszył przez 34 lata – na czerwonym (nomen omen) cokole, z przetrąconymi (można się domyślać przez Sowietów) nogami. Ale w Warszawie zostały jeszcze inne pamiątki po sowieckim „wyzwoleniu”. Nie mówię o pomniku Poległym w Służbie i Obronie Polski Ludowej (nazywanym „pomnikiem utrwalaczy”), rozebranym w 1991 roku, dziś przed Pałacem Lubomirskich stoi pomnik Tadeusza Kościuszki. Nie mówię też o pomniku Braterstwa Broni („czterech śpiących”). Odsłonięty na placu Wileńskim w
     
50%
pozostało do przeczytania: 50%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze